Grzegorz Kupczyk – „Retro”, organizator ROK, Łomża, 22 IV 2009 - recenzja koncertu
Zastanawiam się czasem, jak ten cichy, skromny i jakże sympatyczny człowiek, Jarosław Cholewicki to robi. Kogo by bowiem nie zaprosił do Łomży na koncert, to sukces murowany. Nieważne – rock, jazz czy koncert akustyczny- sale gościnnego jak zawsze „Retro” są pełne, lub wręcz nie wszyscy chętni mogą się dostać do środka, bo zabrakło biletów. Tym razem Regionalny Ośrodek Kultury zorganizował akustyczny koncert jednego z najlepszych polskich wokalistów, Grzegorza Kupczyka. Nie zważając na nieliczne, na szczęście, głosy „życzliwych”, wątpiących w sens i przede wszystkim opłacalność tej imprezy. Koncert okazał się kolejnym sukcesem, zarówno artystycznym, jak i frekwencyjnym. Rzecz bowiem nie tylko w tym, że sprzedano ponad 120, dość drogich - jak na czasy kryzysu - biletów. Istotne jest to, że w czasie tej imprezy bawili się i śpiewali w najlepsze starsi i młodsi – od kilkunastolatków do ludzi mających sporo po pięćdziesiątce. Po raz kolejny okazało się więc, że dobra muzyka łączy pokolenia, a klasyka rocka, szczególnie w takim wykonaniu, jest wręcz ponadczasowa. Mody muzyczne zmieniają się jak w kalejdoskopie, nikt nie pamięta po kilku latach nazwisk sezonowych gwiazdek i tytułów ich, pożal się Boże, przebojów. Tymczasem takie „Stairway To Heaven”, „Soldier Of Fortune”, „Layla”, czy nasze, równie piękne „Smak ciszy” czy „Dorosłe dzieci” były, są i będą zawsze nieśmiertelnymi evergreenami.
Dobitnie mogliśmy się o
tym przekonać w ten środowy wieczór. Grzegorz Kupczyk od lat cieszy się
sławą znakomitego interpretatora klasyki rocka. Wystarczy posłuchać
jego solowego albumu, „Memories”, czy garści coverów, rozsianych po
różnych płytach Turbo, CETI, Aion, Panzer X i innych. Tak więc na
wieść, że planuje serię koncertów akustycznych, w czasie których będzie
wykonywać głównie cudzy repertuar, z nielicznymi tylko utworami
własnymi, wiedziałem, że trzeba wybrać się na któryś z nich. Dodatkową
atrakcją był fakt, że obok wieloletniego współpracownika Kupczyka,
świetnego gitarzysty, Janusza Musielaka, zagra młody, bardzo zdolny
gitarzysta CETI, Barti Sadura. Tak więc wcześnie pojawiliśmy się w
„Retro”, by zająć jak najlepsze miejsca.
Koncert zaczął się
dość punktualnie, jak na polskie realia, od jednego z mniej znanych,
ale pięknych utworów Led Zeppelin, „Thank You”. Jednak już drugi utwór
poderwał publiczność niemal na równe nogi. „Layla” Erica Claptona ,
subtelnie zaaranżowana, z ciekawą partią solową Bartiego Sadury, z
dynamicznym refrenem nie mogła się nie spodobać. Dalej było równie
ciekawie: „Desire”, ale nie U2, lecz poznańskiego Non Iron, „Too Many
Tears” z solowej płyty wokalisty Whitesnake, Davida Coverdale’a.
Kolejny utwór Claptona wszyscy rozpoznali od pierwszych taktów. „Tears
In Heaven”, zaaranżowany na dwie gitary akustyczne i ten głos – czegóż
można chcieć więcej ? Może tylko tego, by takie koncerty trwały
znacznie dłużej ? Jako następny usłyszeliśmy inny, równie dobry utwór
Non Iron, „Świece i deszcz”. To właśnie z tej kompozycji pochodzi fraza
„akordy słów”, która stała się nazwą symfonicznego projektu Grzegorza
Kupczyka, CETI i Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Kaliskiej. „Sailing
Ships” Whitesnake sprawił, że serca wszystkich fanów hard rocka na sali
zaczęły bić szybciej. Kiedy Grzegorz zaczął zapowiadać utwór Turbo, co
niektórzy zaczęli wiercić się nerwowo na swoich miejscach. Jednak
jeszcze tym razem usłyszeliśmy „Lęk”, z ostatniej, jak dotąd, płyty
nagranej przez Kupczyka z tym zespołem. Nie przepadam za „Awatar”, jako
całością, ale muszę przyznać, że w tej wersji akustycznej „Lęk” robi
znacznie lepsze wrażenie. To było do przewidzenia, że następny utwór
wywoła taką reakcję. „Smak ciszy”, wielki przebój Turbo, śpiewali,
lepiej lub gorzej, jak niżej podpisany, chyba wszyscy. Na miejscu
Grzegorza rozważyłbym włączenie do repertuaru tych koncertów większej
ilości polskich utworów, które publiczność bez problemu może śpiewać
wraz z nim.
„Lucky Man” to jedna
z najpiękniejszych, a zarazem najbardziej przebojowych kompozycji
genialnego trio Emerson, Lake & Palmer. W tej wersji, mimo braku
Hammondów Emersona i perkusji Palmera zabrzmiała wręcz porywająco.
Zdaje się, że wspomniałem chwilę wcześniej, że „Smak ciszy” śpiewali
wszyscy ? „Jaki był ten dzień” Turbo zabrzmiał jeszcze lepiej. A
apogeum szaleństwa mieliśmy już za chwilę: „Dorosłe dzieci” i nie
trzeba pisać nic więcej. No, może tylko to, że brakowało mi tego
wieczoru równie pięknych i popularnych utworów CETI, takich jak
„Miłość, nienawiść, śmierć”, „Ogień i łzy” czy „Na progu serca”. Nic
to, może następnym razem?
Po tak gorącym
przyjęciu największego przeboju Turbo, Grzegorz Kupczyk zachował się
niczym rasowy bokser, bezlitośnie nokautujący kolejnym, precyzyjnie
zadanym ciosem.
Kiedy Janusz Musielak zaczął grać „Stairway To Heaven” Zeppelinów zerwała się prawdziwa burza oklasków. Żywiołowa i bardzo emocjonalna interpretacja wokalna Kupczyka była niemal bluesowa w klimacie. Po takich emocjach panowie zagrali nieco żartobliwy, ostatni już tego wieczoru utwór Turbo – „Pierwsza forsa w tym miesiącu”. Wydawało mi się, że znam go bardzo dobrze, jednak te partie solowe obu gitarzystów, czy fragment flamenco były pierwszej klasy. Nawet jeśli ktoś nie znał „Soldier Of Fortune” Deep Purple, to się nie przyznawał, bo ten ostatni utwór podstawowej części koncertu zabrzmiał porywająco. Nie dziwi mnie to jednak, bo Grzegorz jest wielkim fanem Davida Coverdale’a, w dodatku ma wszelkie warunki, by śpiewać tę kompozycję, tak, jak on. Bisem był „I Will Never Let You Go” Non Iron. Zagrany także, jak dwa wcześniejsze, na trzy gitary, ozdobiony efektowną solówką slide Grzegorza Kupczyka. Niestety, nie dane nam było usłyszeć „Give Me All Your Love” Whitesnake.
Grzegorz Kupczyk przyjechał jednak do Łomży chory i tylko jego klasie, umiejętnościom i zawodowstwu zawdzięczamy to, że koncert w ogóle się odbył. Grzegorz śpiewał tak dobrze, że większość zebranych nawet nie słyszała, że jest tak mocno przeziębiony. Myślę jednak, że przy okazji swej następnej wizyty w Łomży będzie w pełni sił i zademonstruje wszystkim skalę i siłę swego głosu, już bez żadnych ograniczeń!Tekst: Wojciech Chamryk
Zdjęcia: Elżbieta Piasecka Chamryk
Źródło: http://metalmundus.pl/articles.php?article_id=1806